Pułapki pracy zdalnej

Jeśli jesteś programistą, grafikiem, piszesz teksty lub serwery jedzą ci z ręki, to prawdopodobnie nie masz problemu ze znalezieniem pracy zdalnej. Prawdopodobnie, bo często okazuje się, że może nie być tak różowo, jak się wydaje. Coraz częściej mam wrażenie, że praca zdalna to przywilej niewielkiej liczby osób. Czasem nawet to, co wydaje się pracą zdalną, niestety nią nie jest. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Szum morza w tle

Praca z domu/plaży/ogrodu/kawiarni/łóżka/jachtu* (*niepotrzebne skreślić) wydaje się rajem dla pracownika, bo pracuje, kiedy chce. Powinna być też rajem dla pracodawcy, bo płaci za wyniki, a nie za przesiedziane za biurkiem godziny. Ba, nawet biurka i komputera zapewniać nie musi.

W zasadzie powinienem zacząć od definicji zagadnienia. Praca zdalna oznacza pracę wykonywaną poza siedzibą pracodawcy. Wygodnie siedzimy na swojej kanapie lub częściej przy swoim biurku i napierdzielamy w klawiszki. Okazuje się jednak, że nie każdy pracodawca myśli w ten sposób. Dla większości z nich praca zdalna to taki sam frazes jak miła atmosfera, nielimitowany czas pracy czy praca w młodym zespole. Jeśli ktoś ma pracować zdalnie, to najlepiej niech przyjdzie do firmy i odsiedzi 8 godzin, później ewentualnie może pracować zdalnie z domu, ale najczęściej nie jest to dodatkowo płatne.

Logiczne myślenie to luksus

I tutaj dotykamy kwestii logicznego myślenia pracodawców. No bo czy nie sensowniej jest zapłacić komuś za wykonaną pracę, niezależnie od tego, gdzie została zrobiona? Czy nie lepiej jest płacić za efekt, zamiast organizować całą infrastrukturę, która rzecz jasna kosztuje? Oczywiście są przypadki, kiedy miejsce pracy już jest i czy przybędzie w nim fizycznie 1 czy 10 dodatkowych pracowników nie robi szefowi większej różnicy w kosztach. Ale równie często są to przypadki, kiedy gromadzenie ludzi w jednym miejscu w celu wykonania zlecenia nie ma najmniejszego sensu, a ktoś tego wymaga.

Odpuśćmy już sens i logikę. Niech będzie, że pracodawca woli widzieć zatrudnione osoby. Nie wiem po co, ale przyjmijmy, że tak jest po prostu dla niego lepiej. Po co więc wystawia ogłoszenie z propozycją pracy zdalnej? Ktoś wysyła swoje zgłoszenie i na którymś etapie rekrutacji okazuje się, że jednak miejscem pracy jest jakaś Warszawa, Kraków, Poznań lub Wrocław. Raz, że mija się to z ideą pracy zdalnej, a dwa – jest to zwykłe oszustwo. O ile jestem w stanie zrozumieć, że zleceniodawca bardzo chce poznać i uścisnąć prawicę nowego pracownika, o tyle nie rozumiem, po jakie licho używa określenia „praca zdalna” dla zajęcia, które zdalne w żadnym stopniu nie jest.

Kiedyś nawet nie utrzymałem swojego niewyparzonego języka za zębami i zapytałem potencjalnego (i niedoszłego oczywiście) pracodawcę, dlaczego wprowadza ludzi w błąd. Odpowiedział, że przecież w firmie pracuje się przez internet czyli zdalnie. W lekkim szoku będąc, przyznałem z grzeczności rację i zasugerowałem, że równie, jeśli nie bardziej zdalnie będzie z domu. Ta propozycja jednak nie przeszła, bo pewnie wtrąciłem mu z ręki argument osobistego i realnego kontrolowania oraz utrudniania pracy podwładnemu.

Jak by tu coś wyłudzić?

Kolejną kategorią niebezpieczną dla freelancerów są wyłudzacze. Wygląda to mniej więcej tak, że osoba zainteresowana odpowiada na ofertę i po wymianie korespondencji jest proszona o próbkę możliwości czyli np. napisanie kilku artykułów na zadany temat. Zawsze się zastanawiam dlaczego kilku, skoro jeden w zupełności by wystarczył? Zazwyczaj nikt nie ma problemu z tym, żeby podesłać jakieś teksty czy próbkę pracy. Zalecam jednak zawsze w takim przypadku, aby dodawać klauzulę: nie wyrażam zgody na wykorzystanie przesłanych materiałów. Dlaczego? Bo to próbka, ma pokazać twoje umiejętności, nie jest więc do końca pracą samą w sobie i nie powinna być wykorzystywana przez zleceniodawcę. A uważajcie, bo po zamieszczeniu tej klauzuli kontakt najczęściej się urywa. No bo jak to? Nie można wykorzystać otrzymanych artykułów? Ależ można, drodzy potencjalni pracodawcy, trzeba tylko za nie zapłacić. Interesujące jest to, że wymiana maili czasem może trwać nawet przez tydzień, a i tak kończy się właśnie takim scenariuszem. Czy komuś nie szkoda czasu na takie podchody? A najwyraźniej sporo osób się jeszcze na to nabiera, skoro ciągle są takie sytuacje.

Za darmoszkę

Problem znany wszystkim, których praca w jakikolwiek sposób wiąże się z internetem. W końcu net to zabawa, nie? Pan się na tym zna, to mi pan pomoże. To dla pana chwila moment. Serwer nie działa, gdyby pan rzucił okiem. Mam problem, bo mój wordpress… Kto z was nie otrzymał takich wiadomości, ręka do góry. W większości przypadków wystarczy skorzystać z wyszukiwarki, by znaleźć odpowiedź i rozwiązanie problemu. Łatwiej jednak napisać do kogoś z prośbą o pomoc. I oburzyć się, kiedy ta osoba pyta o wynagrodzenie. Teraz ktoś, kto nie jest w temacie powie zapewne – jak to, umiesz i nie pomagasz?

Większość przez jakiś czas pomagała za free, jednak szybko zostaliśmy nauczeni przez osoby piszące te maile, że nie warto. Powiedzenie „daj palec, a wezmą całą rękę” w tym przypadku jest niezwykle prawdziwe. Wystarczy raz pomóc za darmo i już nie masz życia. Tym, którzy nie wierzą proponuję spróbować. Efekty są niesamowite i mają jedną cudowną właściwość: błyskawicznie leczą z altruizmu. Oczywiście dla dobrych znajomych, zaufanych firm lub ich klientów warto zrobić coś poza cennikiem, ale to już inna para kaloszy. Niezmiennie denerwujące jest jednak to, że ktoś proponuje pracę związaną z internetem i oburza się na wieść, że trzeba zapłacić. Jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, żeby proponować glazurnikowi, aby kafelki w łazience położył za dziękuję.

Na marginesie…

Czy to oznacza, że na rynku pracy zdalnej mamy do czynienia jedynie z naciągaczami? Jasne, że nie. Są firmy, dla których dobrze się pracuje, gdzie obie strony szanują swoją pracę, a praca jest zdalna nie tylko z nazwy. Jest kilka takich firm. Szkoda, że stanowią one margines.

Gdzie są w takim razie normalni, uczciwy zleceniodawcy, którzy potrafią docenić rzetelnego, uczciwego freelancera? Czy naprawdę uczciwy pracodawca musi stanowić wyjątek potwierdzający regułę? I tak jest lepiej niż jeszcze kilka lat temu, ale do normalności jeszcze sporo brakuje.

 

W internecie jestem od zawsze. Piję hektolitry dobrej kawy, a czasem coś smacznego ugotuję. Zajmuje się SEO, pisaniem tekstów, ofert reklamowych. Prowadzę kilka swoich projektów oraz opiekuję się powierzonymi mi stronami, bardzo lubię WordPressa. Codziennie też uczę się nowych rzeczy, to naprawdę uzależnia.

  • Przyznam, że po tytule spodziewałem się czego innego – podejścia od strony pracownika tj. że to wcale nie jest „whow”, super i hiper wygodne, tylko wymaga zdecydowanego zaplanowania czasu i konkretnej samodyscypliny. Inaczej może być ciężko funkcjonować.

    Niemniej, przeczytałem i się ucieszyłem, że to jednak co innego. Bo o tym co napisałem mam już pojęcie, a tutaj sporo cennych rad. Dzięki za wpis!

    • Tomasz Budzyński

      Też liczyłem na inny artykuł, samodyscyplina, pułapki pracy w domu itp. A to był taki straszak, uważajcie wszędzie są naciągacze i złodzieje 🙂

      • Z drugiej strony takich artykułów o tym jak to ciężko jest się wziąć za robotę była cała masa. 😛

  • Daniel Korytek

    6 lat już pracuje zdalnie (z 2 msc przerwą na pracę w firmie) i wiem jak jest. Czasami sam walczę z sobą, żeby coś zrobić, a nie oglądać seriale :D.

Send this to friend

webmastah.weekly
Cotygodniowa porcja linków ze świata WEBDEV BEZ spamu, TYLKO samo mięcho!
Zobacz poprzednie wydania. Dołącz do 2 tysięcy webdeveloperów!
HTML5, CSS3, JS (React, Angular, Ember, Vue), PHP, SQL