Product Camp 2015 – dlaczego warto było się tam pojawić

Product Camp 2015 za nami. 2 intensywne dni warsztatów i prelekcji + 2 imprezy (kto był, ten wie, że co wydarzyło się w Gdyni, zostaje w Gdyni – if you know, what I mean…) Dość oczywista konferencja dla wszystkich zajmujących się UX na co dzień, ale nie tylko dla nich. Mam wrażenie, że każda osoba pracująca w firmie wytwarzającej produkty cyfrowe na tegorocznym Product Campie znalazłaby coś dla siebie. Ja znalazłam.

Wiedza

Było to, o czym już wiedziałam, były rzeczy, o których nie miałam pojęcia. W krótkim czasie można było uzyskać sporo informacji od profesjonalistów z doświadczeniem i pasjonatów, którzy chętnie się tą wiedzą dzielili. Poszerzanie horyzontów i ugruntowywanie dotychczasowej wiedzy nie tylko o UX działo się na każdym kroku.

Dobrym pomysłem było rozdzielenie prelekcji na kilka sal i pozostawienie uczestnikom wyboru, kogo chcą słuchać o konkretnej godzinie. Oczywiście pozostawia to ogromny niedosyt związany z tym, że jednocześnie z kilku wystąpień trzeba było zrezygnować, ale coś za coś. Całe szczęście prelegenci w większości udostępniają swoje prezentacje, więc przynajmniej częściowo można nadrobić zaległości.

Nie sposób nie wspomnieć również o dniu warsztatowym, który z relacji uczestników stanowił wartościowe źródło informacji i umiejętności. Wystarczy napomknąć, że warsztaty poprowadziły światowej klasy UX-owe gwiazdy: Eric Reiss, Andy Budd i Steve Baty, by uświadomić sobie, na jak wysokim poziomie zostały zrealizowane.

Gdzie ux, tam i karteczki

Ludzie

Product Camp to dobre miejsce na poszerzenie kręgu znajomych z branży. Przyznaję, że ciężko jest, gdy nie zna się tam praktycznie nikogo, ale zarówno prelegenci, jak i uczestnicy to w większości bardzo otwarci ludzie, z którymi można bez problemu porozmawiać – jeśli nie podczas samej konferencji, to w trakcie imprez towarzyszących.

Luźna formuła

Na Product Campie wystąpić mógł każdy, kto miał do powiedzenia coś ciekawego. Wystarczyło się zgłosić i nie powielać tematów, a w UX Camp Day wcześnie wstać, dotrzeć do tablicy z rozpiską sal i godzin, przykleić swoją karteczkę w odpowiednim miejscu i zacierać ręce w oczekiwaniu na słuchaczy.

Tablica zmieniała się z godziny na godzinę

Miejsce

Pomorski Park Naukowo-Technologiczny w Gdyni na tego typu imprezy nadaje się idealnie. Co prawda te większe sale mogły onieśmielać – szczególnie debiutantów, ale trzeba przyznać, że warunki były naprawdę świetne. I dobrego wrażenia nie zepsuły nawet przerwy w dostawie prądu.

Atmosfera

Konferencje są zazwyczaj drętwe. Product Camp taki nie jest. Myślę, że to zasługa organizatorów, którzy sami sztywni nie są i przygotowali dla uczestników wiele atrakcji, by nikt nie nudził się w przerwach pomiędzy wystąpieniami.

:)

Dobry punkt na start

Okazuje się, że dużo osób (łącznie ze mną) wyjechało z Gdyni z przeświadczeniem, że za rok sami wystąpią ze swoją prelekcją, że nie jest to takie trudne, że można spróbować swoich sił, bo zachęca do tego zarówno otwartość organizatorów, jak i wyrozumiała publiczność.

Organizacja

W stronę organizatorów kieruję duże ukłony – wykonali kawał fantastycznej roboty, by zarówno prelegenci, jak i uczestnicy poczuli się komfortowo. W dodatku całkiem nieźle radzili sobie z przeciwnościami w postaci chociażby problemów z prądem. Z przyjemnością więc (i nadzieją) piszę: do zobaczenia za rok.

Redaktorka, copywriterka, wielbicielka zabawy ze słowem, nowych technologii, sztuki i dobrego jedzenia.

Send this to a friend